Policyjne mierniki prędkości nie tak skuteczne. Instrukcje sobie, policjanci sobie.

Mają mierzyć prędkość nawet z odległości 1,2 km. W rzeczywistości, w zależności od urządzenia, dystans powinien być dwukrotnie krótszy, a nawet nie przekraczać 70 m. Po wideorejestratorach to kolejny kontrowersyjny sprzęt polskich funkcjonariuszy.

Diabeł tkwi w odległości

Ręczne mierniki prędkości, wykorzystujące wiązkę laserową, na pozór wydają się uczciwymi narzędziami do karania kierowców przekraczających dopuszczalną prędkość. Okazuje się jednak, że nie jest tak zawsze. Błędy mogą się zdarzać nawet w przypadku najnowszej generacji urządzeń z ekranami i wbudowaną kamerą. Warunkiem uzyskania wiarygodnego pomiaru jest odpowiednia odległość pomiędzy funkcjonariuszem a namierzanym pojazdem. No właśnie, właściwa, czyli jaka?

Policja posiada ponad tysiąc laserowych mierników prędkości różnych typów. Najbardziej powszechne są te bez możliwości rejestrowania obrazu — najczęściej LTI 20/20 UltraLyte 100. Urządzenia te otrzymały zatwierdzenie Głównego Urzędu Miar w 2007 r. Na stronie producenta znajduję informację, że zasięg miernika wynosi od 15 do 1000 m. W brytyjskiej instrukcji obsługi urządzenia możemy już jednak przeczytać, że maksymalny zasięg dla pomiarów prędkości wynosi 610 m i jest on zależny od warunków pogodowych oraz otoczenia.

We wskazania UltraLyte 100 na słowo nie uwierzył także polski sąd. W uzasadnieniu wyroku, który w 2014 r. zapadł w Kaliszu, stwierdzono, że urządzenie to nie posiada celownika optycznego o takich parametrach, by możliwe było wiarygodne mierzenie prędkości pojazdom z odległości większej niż 500 m.

Nowsze i mniej skuteczne?

Najnowszą bronią policyjnych patroli jest laserowy miernik LTI 20/20 TruCam wyposażony w celownik optyczny, kamerę oraz wyświetlacz, umożliwiający podgląd obsługującej go osobie. Mogłoby się wydawać, że możliwości takiego sprzętu są ogromne, a pomiary nie mogą budzić wątpliwości. Nic z tego.

Miernikami TrueCam zajął się poseł PO Józef Lassota. Jak stwierdza w interpelacji skierowanej do ministra spraw wewnętrznych i administracji, z instrukcji obsługi miernika wynika, że zapewnia on precyzyjny pomiar tylko na odległość 70 metrów. Na anglojęzycznej stronie internetowej producenta nie ma takiej informacji. W specyfikacji łatwo jednak znaleźć informację, że urządzenie wykonuje pomiar ze zdjęciem na maksymalną odległość 100 m.

Oznacza to, że tylko na takim dystansie urządzenie z wbudowaną kamerą ma przewagę nad starszym typem miernika laserowego. Wtedy też bez żadnych wątpliwości spełnia wymóg rozporządzenia w sprawie wymagań, którym powinny odpowiadać przyrządy do pomiaru prędkości pojazdów w ruchu drogowym. W par. 5 mówi ono, że “konstrukcja i wykonanie przyrządu powinny zapewniać wskazanie pojazdu, którego prędkość została zmierzona”.

Tymczasem miernik TruCam otrzymał zatwierdzenie GUM-u z adnotacją o maksymalnym zasięgu wynoszącym 1200 m. Wątpliwości może też budzić fakt, że w decyzji GUM-u dopuszczalna temperatura pracy wynosi od -30 do +60 stopni Celsjusza. Tymczasem na stronie internetowej amerykańskiego producenta urządzenia wyszczególniono, że miernik może pracować od -10 do +60 stopni Celsjusza.

Mechanizm błędu

Jeśli spojrzymy na laserowy miernik prędkości od przodu, zauważymy dwa punkty umieszczone w płaszczyźnie pionowej. To miejsce emisji i detekcji wiązki. Ponad nimi znajduje się celownik optyczny. Odległość pomiędzy tymi podzespołami leży u podstaw błędu, do jakiego może dojść podczas pomiaru.

Punkt celowniczy jest przesunięty w pionie względem miejsca, które emituje wiązkę laserową. W rzeczywistości więc laser skierowany jest w inne miejsce, niż to sugerowane przez układ optyczny celownika. Przy niewielkich odległościach przesunięcie to nie ma znaczenia, ale im dalej obsługująca miernik osoba znajduje się od namierzanego pojazdu, tym większa jest niezgodność.

To naprawdę spore różnice. Z uzasadnienia wyroku uniewinniającego kierowcę w Zamościu w 2014 r. wynika, że przy pomiarze z dystansu 500–700 m można mówić o pewności jego wykonania, gdy 100 m przed namierzanym pojazdem i 100 m za nim nie jedzie nic innego. W typowym ruchu drogowym na trasach krajowych takie sytuacje zdarzają się tylko nocą. Z ciągu dnia duże natężenie ruchu wymusza znacznie mniejsze odstępy, a to oznacza, że policjant mierzący prędkość z kilkuset metrów nie może być pewny wyniku.

Kłopoty policji

Wątpliwości dotyczące ręcznych mierników prędkości nie są jedynym problemem polskiej policji. Nie mniejsze emocje wiążą się z wykorzystywaniem wideorejestratorów do pomiaru prędkości. Urządzenia te tak naprawdę mierzą jedynie prędkość samego radiowozu i zapewniają prawidłowy wynik tylko wtedy, gdy kierowca policyjnego wozu utrzymuje równą odległość do kontrolowanego auta. To oczywiście nie jest możliwe, a na wyświetlaczu wideorejestratora nie wyświetla się nawet odległość do ściganego pojazdu. Pomiar jest więc “na oko”.

Skoro od kierowców wymaga się przestrzegania przepisów, to i policjanci nie powinni być zmuszani do wątpliwych zachowań. Jeśli uczciwe korzystanie z ręcznych mierników prędkości możliwe jest tylko na dystansie 100 czy 200 metrów, to tak powinno się ich używać. Wtedy wynik nie budziłby wątpliwości. Wideorejestratory można zaś wykorzystać do karania wyprzedzania mimo zakazu czy ignorowania konieczności zatrzymania się przed strzałką warunkowego skrętu. Kto wie, może przyniosłoby to poprawę bezpieczeństwa?

autor: Tomasz Budzik, źródło: autokult.pl