Progi zwalniające. Dziwna, niebezpieczna moda czy “uspokojenie” ruchu?

Czy słyszeliście o modzie na progi zwalniające? Nie? Tymczasem wybuchła ona i rozwija się z niezwykłą siłą. Ostatnio zwrócił na to uwagę krakowski poseł Józef Lassota, który skierował w tej sprawie interpelację do ministra infrastruktury.
0007TINMPOCM73ST-C122-F4

                  fot. Interia.pl

“Podczas gdy w Polsce progów zwalniających przybywa, w innych państwach europejskich tendencja ta jest odwrotna. Zastępowane są zwężeniami czy też szykanami (…) Wielka Brytania posiada jedne z najbezpieczniejszych dróg na świecie. Liczba groźnych wypadków i ofiar śmiertelnych w ciągu ostatnich 30 lat znacząco się tam zmniejszyła. Mimo to w ciągu ostatnich 10 lat aż w 1600 wypadków jako przyczynę podano “próg zwalniający lub szykanę”. W tych zdarzeniach śmierć poniosły 23 osoby.

(…) W wielu miastach w Polsce progi zwalniające zdały egzamin, natomiast coraz częściej słyszymy w mediach o zjawisku uprogowienia polskich miast bez koniecznych analiz skutków i projektów organizacji ruchu. (…)

W związku z powyższym zwracam się do Pana Ministra z prośbą o udzielenie odpowiedzi na poniższe pytania:

1. Czy Ministerstwo Infrastruktury prowadzi statystyki, z których wynika, ile wypadków drogowych w Polsce zostało spowodowanych przez progi zwalniające? Jeśli MI prowadzi takie statystyki, proszę o informację, ile w latach 2015-2018 było takich przypadków?

2. Czy zdaniem Pana Ministra nie należałoby ograniczyć budowania progów zwalniających, a wprowadzić więcej zwężeń dróg lub szykan, tak aby zwiększyć bezpieczeństwo na polskich drogach, ograniczając w ten sposób wady progów zwalniających (…)?” – czytamy we wspomnianym dokumencie.

Wskazując na zjawisko “uprogowienia polskich miast” Józef Lassota powołuje się na przykład ul. Opatowickiej we Wrocławiu, gdzie na dwukilometrowym odcinku drogi znajduje się aż 19 progów zwalniających.

0007TIO520VECJNO-C122-F4

 fot. Interia.pl

“Droga przez Blizanowice i Trestno a dalej ul. Opatowicką jest dla nas alternatywą dojazdu do centrum Wrocławia (…) Na tej trasie na odcinku niespełna 2km!!! zbudowanych zostało obecnie 19!!! progów zwalniających. 19 tzw. hopek, których celem zapewne jest uspokojenie ruchu i poprawa bezpieczeństwa, jednak dla nas są one zwykłym koszmarem, z którym będziemy musieli żyć. Apelujemy o zachowanie zdrowego rozsądku oraz likwidację przynajmniej części tych utrudnień. (…)  Uważamy, że te 19 hopek to:

– ogromny hałas hamujących i przyśpieszających samochodów, traktorów, autobusów, ciężarówek i innych pojazdów poruszających się po tej trasie,

– zanieczyszczenia powietrza od dodatkowych spalin, wiadomo, że zużycie paliwa przy ruszaniu jest większe niż przy jeździe ze stałą prędkością,

– szybsze zużywanie się elementów zawieszenia itp.,

– spowolnienie całkowite ruchu w tym rejonie= nowe korki,

– dyskomfort pasażerów MPK “podskakujących” na hopkach itd. itd.

Dla nas, całej społeczności, ta inwestycja to pieniądze wyrzucone w błoto, ale naszego głosu nikt nie słucha” – alarmują w liście do jednej z wrocławskich gazet mieszkańcy gmin Czernica i Siechnice oraz osiedli Swojczyce, Strachocin i Wojnów, nazywając “uprogawiające” działania władz miasta skandalem.

Jedni protestują, inni domagają się montażu progów zwalniających, widząc w nich sposób na zapewnienie bezpieczeństwa na ulicach, przy których mieszkają. W Krakowie lokalne samorządy są wręcz zasypywane wnioskami w takich sprawach.

Trzeba przyznać, że chociaż montaż progów nie jest inwestycją kosztowną i skomplikowaną, to miejscowy Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu nie ulega pokusie populizmu i cierpliwie tłumaczy wady takich instalacji. “Montaż progu zwalniającego niesie za sobą wiele niekorzystnych czynników, jakimi są m.in.: zwiększenie emisji spalin, zwiększenie poziomu hałasu poprzez hamujące przed progiem i przyspieszające za nim pojazdy oraz (…) niszczący wpływ wstrząsów powodowanych przejeżdżaniem pojazdów (pękanie elewacji budynków). W czasie opadów atmosferycznych może dochodzić do gromadzenia się dużej ilości wody w rejonie progu zwalniającego i zalewania przyległego obszaru (…) W zimie może dochodzić do zamarzania wody co może skutkować wystąpieniem niebezpiecznych sytuacji drogowych” – wyjaśnia w odpowiedzi na jeden z wniosków o montaż progów.

Dmuchając na zimne, przed przystąpieniem do instalowania progu ZIKiT każdorazowo domaga się pozytywnej opinii rady dzielnicy, na której terenie ma on zostać zamontowany. Jednak nawet to nie chroni przed konfliktami sąsiedzkimi. Tak właśnie stało się na jednej z krakowskich peryferyjnych ulic. Próg został tam umieszczony, za czym, jak zapewniali zainteresowani, opowiadali się wszyscy mieszkańcy. Wkrótce trzy osoby uznały jednak, że zostały wprowadzone w błąd co do lokalizacji wspomnianej przeszkody (okazało się, że pojawiła się na wprost wjazdu do ich posesji), domagając się zmiany decyzji i likwidacji utrudniającej im życie szykany. Dało to początek ożywionej korespondencji, kolejnych interwencji i eskalacji wzajemnych zarzutów.

źródło: Interia.pl